“ja” w czasie

Tak trudno mi wziąć się w garść chyba dlatego, że dotąd żyłam w błogiej (?) nieświadomości. Nie widziałam siebie jako samostanowiącej, samowystarczalnej jednostki, tylko jako wyraz przyrody — prymitywnej, niepojętej i nieokiełznanej.

Nie wykształciłam własnej tożsamości bo nigdy nie patrzyłam na siebie w kategoriach podmiotu; nie próbowałam wywierać realnego wpływu na swoje życie bo nie czułam żebym miała nad nim jakąkolwiek kontrolę; zawsze byłam tylko przedmiotem oddziaływania różnorakich czynników zewnętrznych.

Życie pełne jest ludzi i zdarzeń które cię zmieniają. Ale jak pozwolisz otoczeniu w pełni regulować twoje zachowanie, to rodzi się pewien problem kiedy w końcu stracisz kontakt z ludźmi których mogłabyś naśladować albo odejdziesz z grupy która dotąd nadawała kierunek twojemu życiu, takiej jak szkoła.

Jestem konformistką nie tylko z bezmyślności, ale też ze strachu i niezdecydowania. Zawsze szłam po linii najmniejszego oporu, obierając ścieżki najbardziej oczywiste, wymagające ode mnie najmniej inwencji twórczej czy samozaparcia. To podejście nawet się sprawdza… do czasu. Dopóki nie zorientujesz się, że sama sobie jesteś winna że musisz napisać licencjat na temat, którego nie znosisz, na studiach do których nie jesteś w stu procentach przekonana.

A moja impulsywność i brak samokontroli? Na pierwszy rzut oka świadczą o tym, że nie potrafię planować, przewidzieć konsekwencji swoich działań, uczyć się na błędach, ani odraczać gratyfikacji. No… wszystko to prawda. Ale nie cała.

Wiem przecież że przyszłość nadejdzie. Wiem nawet że mam na nią (jakiś) wpływ. Ale… właśnie to mnie przeraża. Mój zalękniony mózg przyjmuje do wiadomości tylko najgorsze możliwe scenariusze, więc wolę w ogóle nie dopuszczać do siebie myśli o czekających mnie zmianach, decyzjach czy bolesnych przeżyciach.

Tylko że wypychając ze świadomości przyszłość, tracę jednocześnie resztki motywacji do działania na własną korzyść w teraźniejszości.

Jak tak o tym myślę, to to utrudnia nawet rzeczy mające w teorii sprawiać przyjemność, choćby nie wiem jak trywialne. O ile nigdy nie miałam problemu z czytaniem lektur w terminie, bo był to cel (a raczej obowiązek) narzucony mi “odgórnie”, to zliczyć bym nie mogła wszystkich książek, filmów, seriali, które zaczęłam i przerwałam w połowie bo — ??? — bynajmniej nie dlatego że mi się nie podobały, ani też z braku czasu.

Nie cierpię swojego lenistwa i braku inicjatywy. Są one tym bardziej frustrujące, że w istocie mam parę pomysłów na to co mogłabym zrobić ze swoim czasem. Tylko że nie potrafię zwizualizować sobie pozytywnych konsekwencji działań które mogłabym podjąć nawet teraz, zaraz.

Wracając do tego o czym pisałam na początku — trudno mi się “pozbierać”, bo… nie bardzo jest co. Niewiele w moim życiu jest stałe. Powtarzalne, owszem, i to aż do bólu; jak już znajdę sobie jakąś etykietkę to (przez jakiś czas) wałkuję ją do znudzenia. Ale same etykietki przybieram bardzo powierzchownie, i rzadko z jakimś głębszym przekonaniem o ich słuszności czy nawet trafności.

A że nigdy nie przyswoiłam sobie żadnych nadrzędnych wartości innych niż religia — którą przecież dawno porzuciłam — ani nie nauczyłam się myśleć, decydować, działać samodzielnie — to po zredukowaniu szkodliwych przekonań i przyzwyczajeń nie zostaną mi żadne korzystne nawyki czy pasje, które niezmiennie podnosiłyby mnie na duchu, do których mogłabym wrócić jak już będę gotowa. Innymi słowy — naprawdę nie wiem kim jestem.

Trzeba przyznać że mam spore problemy z myśleniem abstrakcyjnym i jestem twardo osadzona w konkretach teraźniejszości. To wcale nie wyklucza tkwienia w przeszłości… wręcz przeciwnie: przeszłość jako taka po prostu nie istnieje, bo ona dla mnie wciąż trwa i wywiera na mnie znaczący wpływ. Jestem do niej tak przywiązana, że nie pozwalam jej minąć… ale jako że jest ona niezaprzeczalnie abstrakcyjna, to już nie mogę jej przepracować.

Co się zaś tyczy przyszłości — boję się jej wcale nie dlatego że jakieś realne przesłanki każą mi wnioskować że będzie ona fatalna — ani też na podstawie doświadczenia, bo jak do tej pory moje życie właściwie zawsze okazywało się dużo mniej straszne niż je sobie wyobrażałam — a wyłącznie dlatego, że z natury jestem straszną pesymistką i panikarą. “Prawdziwa” przyszłość jest nieprzewidywalna, więc konkretyzuję i oswajam ją sobie przygotowując się na najgorszą ewentualność.

Nic więc dziwnego że nie mam prawdziwej tożsamości, skoro zawsze opierała się ona na akceptowaniu tego co mi się przytrafiało. Nie mogę jej odbudować, bo nigdy jej nie zbudowałam

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s