znów mam naście lat

Trudno mi pojąć związek między moją przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Trudno zaakceptować że to kim będę za tydzień czy za 10 lat nie będzie istniało w oderwaniu od tego kim byłam dotychczas ani kim jestem teraz.

Zawsze skupiam się na chwili obecnej, nie biorąc pod uwagę, że jej korzenie sięgają daleko wstecz; że jestem akurat tu gdzie jestem w wyniku wszystkich swoich decyzji, doświadczeń, pomyłek… a nie tylko tych z ostatniego miesiąca.

Nie umiem uczyć się na błędach ani robić planów na przyszłość, bo i jedno i drugie osadzone jest w abstrakcji, do której nie mam bezpośredniego dostępu i która przez to dla mnie nie istnieje. Na mniejszą skalę — “nie wiem kim jestem”, bo to kim jestem ogranicza się do tego czym się aktualnie zajmuję.

Nazywam to przez co teraz przechodzę “drugim dojrzewaniem” bo dokładnie tak się czuję: jakbym znów była w gimnazjum i musiała od nowa przepracowywać wszystko z czym wtedy nie potrafiłam się zmierzyć. Dziwnie mi z myślą, że w rzeczywistości tak gimnazjum, jak i liceum a nawet studia, już dawno mam za sobą. Wszystko to równie dobrze mogło w ogóle nie mieć miejsca.

Jedyna różnica polega na tym, że mimo wszystko jestem bogatsza o te doświadczenia i o tę wiedzę o sobie nabytą w drodze wszystkich moich prób zatrzymania dorastania i kształtującej się niezależnej tożsamości.

Teraz jestem bardziej świadoma swojej potrzeby utrzymywania pozorów kontroli nad sytuacją poprzez drobne obsesje. Wiem jak rzadko zdaję sobie sprawę z kierujących mną emocji, bo nigdy nie nauczyłam się ich przeżywać w zdrowy sposób. Rozumiem też swoją podatność na bezmyślne powtarzanie bezproduktywnych zachowań i ogólną tendencję do uzależniania się od wszystkiego, co chociaż na chwilę wypełni pustkę. Odciągnie od prowadzących donikąd rozmyślań. Odwróci uwagę od bólu osamotnienia i tego przerażającego przekonania, że nieważne co zrobię, to nigdy nic nie zmieni.

Mój obraz samej siebie od zawsze opierał się na pewnym podstawowym założeniu, z którego nie do końca zdawałam sobie sprawę. Najszczęśliwsza byłam wtedy, gdy żyłam nadzieją: gdy, jak tonący brzytwy, chwyciłam się pierwszego lepszego pomysłu na siebie. Na zmianę. Moje położenie zawsze wydawało się nie do zniesienia z bliżej nieokreślonych przyczyn, które zawsze sprowadzały się do “coś jest ze mną nie tak”.

Nadzieja przybierała różne formy. Czasem pojawiała się pod postacią kujoństwa i naiwnej wizji “zrobienia kariery” (pojemny termin który znacząc wszystko, nie znaczył dla mnie nic), innym razem przybierała pozory zwykłej próżności i obsesji na punkcie własnego wyglądu.

Niekiedy nadzieja rodziła się ze spotkania osoby sprawiającej wrażenie na tyle dojrzałej i wnikliwej, że mogłaby mnie rozgryźć i naprostować. Kiedy indziej karmiłam się słowami wątpliwych autorytetów w dziedzinie wszystkiego od stylu życia po moralność, wmawiając sobie że jeśli dostosuję się do wszystkich ich zaleceń, naprawię tym samym cokolwiek było we mnie “zepsute”.

Takie wymuszone szczęście zawsze okazuje się nieuchwytne. Potrafię tylko gonić za doskonałą pracą, doskonałym zdrowiem, partnerem czy osobowością — jakimś jednym czynnikiem, który odmieni całe moje życie. Kiedy natomiast okazuje się, że moje wyobrażenia były nierealistyczne, odpuszczam sobie zupełnie.

Z jakiegoś powodu nie potrafię zintegrować wszystkich swoich zainteresowań i dążeń jako pełnoprawnych części mojej psychiki. Jeśli tylko coś nie spełnia moich wygórowanych oczekiwań, odmawiam mu wszelkiej wartości, odrzucam, zapominam. Tracę nadzieję na jakąkolwiek poprawę czy wzrost i wracam do punktu wyjścia.

Dla większości ludzi pasje i przekonania są raczej dopełnieniem ich osobowości niż jej fundamentem. Nie trzymają się ich kurczowo, bo nie dyktują one ich “wartości”. Ja natomiast czuję, że nie mam żadnej wartości ponad tę, którą buduję na powierzchownych, przejściowych etykietach.

Moja jedyna nadzieja na szczęście leży w zmianie, w przybraniu pozorów samodyscypliny i ambicji, wszystko by zamaskować swoją prawdziwą naturę.

Ta trochę bardziej świadoma nastolatka we mnie mówi: Nie rozumiem… To nie wszyscy nie lubią siebie?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s