głupio mi

CBT zakłada, że ludzie są z gruntu racjonalni; że wszystko co robią, każde ich zachowanie, ma jakieś logiczne uzasadnienie: mniej lub bardziej praktyczne przekonanie o sobie czy o świecie. Jestem pewna że mogłabym doszukać się takiego zgrabnego wytłumaczenia dla najdrobniejszych swoich decyzji i nawyków; po fakcie przypisać im sens którego pierwotnie wcale nie miały (przynajmniej w moim odczuciu). Pytanie ile z nich byłoby trafione.

Prawda jest taka że nie odbieram własnej motywacji jako opartej na jakichś przesłankach; ona mi się po prostu przytrafia — lub nie. Gdyby wynikała z wiary w to czy tamto, miałabym na nią jakiś wpływ. Sęk w tym że zachowuję się akurat tak a nie inaczej bo czuję, że nie mam wyboru. Że moje zachowania nie wypływają z potencjalnie zmiennych przekonań, tylko z mojej niezmiennej natury: że po prostu jestem głupia, leniwa i impulsywna. Że jestem nudna, pasywna, samolubna. A ponad wszystko, że brak mi niezależności, kreatywności, inicjatywy, pewności siebie czy jakiejkolwiek innej siły sprawczej żeby wywrzeć realny wpływ na własne życie. Uciekam przed wysiłkiem bo boję się nawet nie tyle porażki, co samej odpowiedzialności.

Łatwo się poddaję… jakby mi nie zależało. A później złoszczę się że nie dostaję tego, na co przecież we własnym mniemaniu nie zasługuję. Jeśli jakimś cudem uda mi się coś osiągnąć lub z czymś zmierzyć, to przypisuję to przypadkowi, szczęściu, zaniżonym oczekiwaniom innych, bezwartościowości samego przedsięwzięcia… a mimo tego wszystkiego mam wrażenie że w jakimś wymiarze oszukuję.

Poddaję się bo to najszczersze co mogę zrobić… bo mi się należy: zostać zmiażdżoną przez pierwszą lepszą błahostkę, nie przyjąć najmniejszego wyzwania, bo i tak mu nie sprostam.

Najgorzej kiedy jestem sama. Owszem, jestem introwertyczką, ale bardziej mi to szkodzi niż pomaga. Izoluję się od ludzi, a wtedy okazuje się że jako jednostka nie mam żadnych preferencji w kwestii spędzania czasu, i w rezultacie nie robię nic. Nie potrafię sobie znaleźć zajęcia może nie dlatego że lubię nicnierobić czy też nic mnie nie interesuje, ale po prostu dlatego że nic nie jest w moich oczach wystarczająco produktywne, wszystko to strata czasu.

Jakby sensem i celem życia było spędzenie każdej chwili na działaniach które zmierzają w jakimś bardzo konkretnym kierunku. Tylko jakim, skoro kiedy już osiągniesz wyznaczony cel to okazuje się że życie idzie dalej, a ty odczuwasz rozczarowanie i jeszcze większą pustkę niż wcześniej? Druga opcja to spoczęcie na laurach w niezdrowym samozadowoleniu. I co dalej?

Zmienność budzi we mnie dyskomfort. Nie chcę przyjąć do wiadomości, że żyje się nie po to żeby dotrzeć do jakiegoś punktu za którym nie ma już nic. Że taki punkt nie istnieje i jest tylko złudzeniem na podobieństwo chrześcijańskiego raju.

Potrafiłabym żyć dla kogoś: to byłby jakiś zewnętrzny cel; nie potrafię natomiast żyć dla siebie.

Jeśli chodzi o samostanowienie czy samoregulację, to mam wrażenie jakbym miała narzędzia, tylko nie umiała z nich korzystać. Miała materiały, ale żadnej wizji jak je zaaranżować w jakąś jedną, sensowną spójną całość.

Kiedy werbalizuję wszystkie te swoje obawy, to aż mi wstyd że przed zrobieniem czegoś ze sobą powstrzymują mnie tak podstawowe kwestie, z którymi inni jakoś sobie radzą. Ale jednocześnie… chyba wcale nie w pełni szanuję ich starania. Chyba w nich też trochę wątpię: że wcale nie odczuwają spełnienia, tylko też się rozpraszają na nieco bardziej wyrafinowane sposoby. Że mają więcej metod na zapełnienie pustki, ale ta pustka zawsze tam była, jest i będzie.

Trudno pisać to wszystko i nie brzmieć jakbym usiłowała stwarzać pozory głębi. Nie chcę. Jestem płytka i moje lęki też, w tym cały problem.

Czekam. Czekam aż ktoś mnie nakieruje, oceni, pochwali, skrytykuje, cokolwiek. Zdiagnozuje i naprawi. Zero miejsca na niejasne uczucia i niepewną przyszłość.

To bez sensu… teoretycznie mam bardzo ograniczoną perspektywę, a jednak sparaliżowana jestem tym że wisi nade mną ogrom wszystkiego, i to on mnie przytłacza. Ta niemożność podjęcia “Właściwej Decyzji” w obliczu wszystkich teoretycznych możliwości.

Najbardziej na świecie chcę się zmienić, a to zmiana właśnie wydaje mi się zupełnie niewykonalna.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s